Artykuły
Głowice Trinity
Diody elektroluminescencyjne (w skrócie: LED) z coraz większym impetem szturmują rynek oświetlenia estradowego. Po prostych naświetlaczach, reflektorach PAR i efektach świetlnych, przyszła kolej na urządzenia inteligentne. Pierwsze z nich, od strony konstrukcyjnej były właściwie naświetlaczami z dodaną motoryką. Od niedawna możemy jednak zaobserwować powstawanie produktów LED, które mają znacznie więcej wspólnego z głowicami, jakie znaliśmy do tej pory.
Oświetlenie inteligentne LED
Przez długi czas głównym problemem była niewystarczająca wydajność źródła światła, stąd też konieczne było stosowanie całych matryc, liczących po kilkanaście-kilkadziesiąt LED-ów na każdy kolor. O ile tego typu układy dobrze sprawdzają się w roli naświetlaczy, o tyle wyświetlanie wzorów z tarcz gobo okazuje się niemożliwe, a to z uwagi na zbyt dużą powierzchnię źródła światła. Z czasem, w miarę opracowywania w laboratoriach coraz mocniejszych diod, i ta bariera została przełamana. Punktowe źródło światła otworzyło na oścież drzwi do manipulowania szerokością wiązki jego (stosując odpowiednią optykę) oraz stosowania tarcz ze wzorami (gobo). Dzięki temu, zaczęły pojawiać się na rynku nowe urządzenia ruchome, w których, mówiąc w pewnym uproszczeniu, lampa wyładowcza została zastąpiona źródłem LED. Pozwoliło to zmniejszyć emisję ciepła, jak również uzyskać możliwość swobodnego mieszania kolorów. Korzyści te dostrzegli projektanci z katowickiej firmy Revolution-Tech, wskutek czego narodził się pomysł zbudowania urządzeń inteligentnych w niespotykanym dotąd formacie.
Małe jest piękne
Przyznam szczerze, iż ruchomą głowę zawsze kojarzyłem z urządzeniem, które zajmuje na podłożu znacznie więcej miejsca niż kwadrat o boku 18 cm (!). To nie pomyłka w druku – głowice Trinity to istne maleństwa, mierzące zaledwie 26 cm wysokości. Aby bardziej unaocznić te rozmiary, dopowiem tylko, że element ruchomy kształtem i gabarytami przypomina małą kamerę video. Waga urządzenia, wynosząca 3,5 kg, daje możliwość zawieszenia sporej ilości głów Trinity na lekkim trawersie, rozpiętym między dwoma statywami oświetleniowymi. Zapowiada się więc niezła gratka dla osób, które dysponują ograniczonymi możliwościami transportowymi. Czy wejście w posiadanie odpowiedniej ilości głów Trinity pozwoli im na realizację świetlnego show, o jakim wcześniej mogli tylko pomarzyć? Zanim spróbujemy odpowiedzieć na to pytanie, przyjrzyjmy się budowie testowanego sprzętu.
Budowa i montaż
Trinity oferowana jest w dwóch wariantach: Spot (do testów dostarczono egzemplarz w czarnej obudowie) i Wash (tutaj w kolorze białym). Wykonane z lekkiego tworzywa sztucznego obudowy obu urządzeń mają niemal identyczny kształt. Od zewnątrz, poza kolorem (który można dobrać wedle życzenia), odróżnia je rodzaj zastosowanego układu optycznego – Spot posiada układ dwóch soczewek, natomiast Wash wyposażono w „oczko” o strukturze plastra miodu. Dostęp do wnętrza uzyskujemy poprzez odkręcenie sześciu śrubek imbusowych, choć w praktyce raczej taka operacja nie będzie konieczna, wszak diody posiadają znacznie dłuższą żywotność niż lampy wyładowcze. Źródłem światła jest w obu przypadkach trójkolorowa dioda LED firmy Lamina (USA) o łącznej mocy 15W. Ściślej rzecz biorąc, mamy tu do czynienia z trzema diodami o mocy 5W każda, scalonymi we wspólnej obudowę. Pod względem mocy emitowanego światła, układ taki można porównać do 150-watowej lampy wyładowczej. Wprawdzie ilość ciepła wydzielanego przez diodę jest nieporównywalnie mniejsza, ale i tak gdzieś trzeba to ciepło odprowadzić, wszak wydziela się ono na stosunkowo małej powierzchni. Odpowiedzialny jest za to radiator, wspomagany wentylatorem. W podobny sposób chłodzone są elementy zawarte w nieruchomej części głowicy – wiatraczek przymocowano do spodniej ścianki podstawy. Również tutaj znajdziemy gumowe nóżki, zapobiegające ślizganiu się urządzenia po powierzchni. Oczywiście ustawienie na podłożu jest tylko jedną z możliwych pozycji pracy, choć w tym wypadku utrudniona jest cyrkulacja powietrza, która odbywa się de facto przez niewielką szparę między spodem urządzenia i podłożem. Głowice Trinity można również powiesić na trawersie – niezbędne do tego akcesoria dołączane są przez producenta jako wyposażenie standardowe, obok kabli: zasilającego i DMX. Dzięki niewielkim rozmiarom i masie Trinity, zamontowanie jej na trawersie nie sprawia żadnego problemu – można tę operację bez problemu wykonać w pojedynkę. Producent nie zapomniał też o możliwości obracania informacji pokazywanych na wyświetlaczu, tak, aby można było je odczytać niezależnie od ustawienia głowicy.
Spot czy Wash?
Wersję Spot wyposażono w tarczę gobo zawierającą dziewięć wzorów plus jeden pusty (w kształcie koła). Projekcja wzoru zawiera się w kącie o mierze 13 stopni. Jak podaje producent, na puste miejsce na tarczy można nakleić gobo w postaci kliszy fotograficznej lub kolorowego wydruku laserowego na folii. W tenże sposób uzyskujemy możliwość projekcji np. logo firmowego. Trzeba przyznać, że wyświetlane wzory są dość jasne, choć oczywiście zależy to od warunków oświetleniowych w danym pomieszczeniu (przy świetle dziennym, wzory pozostają widoczne, choć niezbyt jaskrawe). Krawędzie gobosów są w miarę ostre, ale rozmywa je nieco towarzysząca im pasożytnicza poświata. Nie zmienia to faktu, że większość osób była pozytywnie zaskoczona świeceniem tak małego urządzenia. Wersja Wash z kolei świeci rozmytym światłem zawierającym się w kącie o mierze 110 stopni. Równomierne rozproszenie światła zapewnia soczewka o kształcie charakterystycznym dla tego typu urządzeń. Dzięki zastosowaniu punktowego źródła światła, nie występuje efekt wielokolorowych cieni – zmora wielu kolorowych naświetlaczy LED. Nie ma też stopniowania cienia, stąd też można powiedzieć, że biała Trinity zachowuje się jak typowy wash. Oczywiście do pewnego stopnia – światło diody zawsze będzie odbierane jako nieco inne od tego, które pochodzi od lampy wyładowczej czy halogenowej. Wychodząc naprzeciw przyzwyczajeniom użytkowników, producent umożliwił wybieranie kolorów w podobny sposób, jaki znamy z typowych ruchomych głów, tzn. na zasadzie tarczy kolorów, który w tym przypadku stworzona została wirtualnie. Wśród gamy dostępnych barw, do dyspozycji mamy m.in. biel występującą w różnych temperaturach barwowych. Umożliwia to m.in. na doświetlanie obiektów w różnych warunkach, np. przy wpadającym przez okna świetle dziennym. Oczywiście nie przeszkadza to czerpaniu pełnymi garściami korzyści płynących z technologii LED, która pozwala swobodnie mieszać składniki RGB w celu uzyskania żądanego odcienia. Do sposobu miksowania kolorów wrócimy za chwilę, przy okazji omawiania zagadnień związanych ze stwrowaniem.
Interfejs użytkownika
Testowane urządzenia porozumiewają się z użytkownikiem za pomocą 4-cyfrowego wyświetlacza LED oraz czterech przycisków. Pierwszy z nich (Mode/Esc) pozwala przełączać się między poszczególnymi menu, dwa kolejne (Up/Down) umożliwiają nawigację pomiędzy opcjami, zaś ostatni (Enter) służy do potwierdzania naszego wyboru. Faktem jest, że poruszanie się po tym systemie wymaga pewnej wprawy, niemniej po rozszyfrowaniu oznaczeń pokazywanych na wyświetlaczu, wszystko zaczyna być proste i oczywiste. Ale zanim to nastąpi, warto skonsultować się z instrukcją. Co możemy ustawić przy pomocy menu? Przede wszystkim tryb pracy urządzenia. W trybie Stand-Alone, głowica Trinity może odtworzyć fabrycznie zaprogramowaną sekwencję. Może to odbywać się automatycznie, bądź w takt muzyki, na podstawie sygnału z wbudowanego mikrofonu. Nie zapomniano również o trybie Slave, pozwalającym na synchroniczny ruch większej ilości urządzeń, połączonych ze sobą kablem DMX. Kabel w tym wypadku powinien być zakończony 3-pinowymi wtyczkami XLR, gdyż w takie gniazda wyposażono testowane głowice. W omawianym trybie, jedno z urządzeń pracuje w trybie automatycznym, pozostałe zaś wykonują dokładnie te same ruchy. Aby nieco uporządkować zakres ruchu głowicy, można ograniczyć kąty jej pracy, zarówno w pionie, jak i w poziomie. Ruchy Pan (poziome) mogą zawierać się w kącie 540, 360 lub 180 stopni, zaś ruchy Tilt (pionowe) – w kącie 270, 180 lub 90 stopni. Co więcej, w wybranych urządzeniach można dokonać inwersji ruchu w jednej lub drugiej płaszczyźnie, aby uzyskać efektowną symetrię. Obie funkcje dotyczą zarówno trybu automatycznego, jak i sterowania za pośrednictwem protokołu DMX-512.
Sterowanie z konsoli
Zdalne sterowanie głowicą Trinity Spot odbywa się przy pomocy 5 lub 13 kanałów DMX, w zależności od ustawionego trybu. W przypadku głowicy Wash odpada nam wybór wzoru gobo, zatem liczba kanałów dla każdego trybu wynosi odpowiednio 4 oraz 12. W trybie oszczędzania kanałów, dwa pierwsze odpowiadają ruchom Pan oraz Tilt, trzeci obsługuje funkcję elektronicznego dimmera i strobo, zaś czwarty pozwala wybrać kolor z ustalonej przez producenta palety (odpowiednik tarczy kolorów w tradycyjnych głowicach). Jak już wspomniałem wcześniej, piąty kanał dotyczy tylko głowicy Spot i pozwala na wybór jednego ze wzorów zawartych na tarczy gobo. Oprócz statycznego wyświetlania wzorów, możemy nimi w pewnym zakresie poruszać na boki (efekt bujania), szybciej lub wolniej, bądź wprowadzić tarczę w ruch obrotowy. Każdej z tych funkcji odpowiada konkretne położenie tłumika w kanale, zatem nawet zaprogramowane statyczne sceny mogą zawierać odrobinę dynamiki. Do rozszerzonych funkcji sterowania uzyskujemy dostęp w trybie 12/13-kanałowym. Położenie głowicy ustawiamy już nie tylko zgrubnie, ale i ze zwiększoną dokładnością (4 kanały), ponadto możemy wpływać na prędkość jej ruchu (Vector Speed Pan/Tilt). Rozbudowano też funkcję miksowania kolorów – oprócz wyboru makra (czyli koloru z palety), możemy zmiksować żądany odcień za pomocą składników RGB. Jeśli wybraliśmy z palety dynamiczną zmianę kolorów, na jej szybkość również mamy wpływ (funkcja Vector Speed Color). Ostatnią, wspólną dla obu głowic funkcją, jest biblioteka sekwencji ruchu (Movement Macros), składająca się z 8 programów automatycznych i tyluż reagujących na muzykę (Sound Active). W przypadku głowicy Spot, wybór wzoru gobo z tarczy przebiega analogicznie, jak w trybie 5-kanałowym.
Trinity w praktyce
Zgodnie z pierwotnymi założeniami konstruktorów, Trinity są głowami przeznaczonymi do używania wewnątrz budynków - nie są to urządzenia wodoodporne. Właściwie ich stosowanie na otwartych przestrzeniach mijałoby się z celem z uwagi na niewielką moc. Producent zaprojektował je z myślą o pracy w małych, zaciemnionych klubach i dyskotekach, gdzie emitowane przez nie światło w zupełności wystarczy, aby zrobić odpowiedni efekt. Malutkie gabaryty i niewielka masa wręcz zachęcają do tego, aby zawiesić na trawersie większą ilość urządzeń pracujących synchronicznie. Taka operacja pozwoli w pewnych sytuacjach zrekompensować niewielką moc głów (a właściwie główek), które i tak świecą nadzwyczaj dobrze jak na swoje wymiary. Głowy Trinity nie należą do urządzeń hałaśliwych, choć praca dwóch wiatraków wyklucza możliwość zapewnienia absolutnej ciszy w warunkach teatralnych. Z założenia prosta konstrukcja wykluczyła zastosowanie mechanicznego shuttera, co ma swoje wady i zalety. Jasność świecenia diod możemy płynnie regulować (funkcja dimmer), przy czym daje się zauważyć wyraźny punkt włączenia diody, zatem nie uzyskamy całkowitej płynności ściemniania. W zależności od wybranego koloru i jasności świecenia, układy sterujące napięciem podawanym na diody wydają pewne dźwięki, które jednak zostaną zamaskowane jakąkolwiek muzyką w tle. Dotyczy to również dźwięków towarzyszących pracy silników.
Pytanie o trwałość
Jak pokazuje praktyka, najdłużej i najpewniej pracują rozwiązania proste. Im większa komplikacja konstrukcji, tym większe ryzyko awarii. Trzeba przy tym dodać, że zwłaszcza przy złożonych rozwiązaniach, szczególnie istotnego znaczenia nabiera renoma producenta, jakość zastosowanych przez niego materiałów oraz doświadczenie w produkcji sprzętu danego typu. Wprawdzie firma Revolution-Tech nie jest potentatem w produkcji ruchomych głów (raczej kojarzona jest z laserami), lecz niemniej istotny jest fakt, że Trinity należy do konstrukcji prostych. Wydajne źródło światła wiąże się ze stosunkowo niewielką ilością wydzielanego ciepła, co pozwoliło zastosować plastikową obudowę i zmniejszyć rozmiar radiatorów, a w konsekwencji znacząco zredukować masę projektora. To z kolei zapobiegło konieczności stosowania skomplikowanych przekładni i pasków klinowych, a jak wiemy, tego typu elementy mechaniczne stanowią potencjalne źródło awarii. Tym zapobiec ma prosta konstrukcja głów Trinity. Firma Revolution-Tech udziela na nie 2-letniej gwarancji, co jest dość długim okresem jak na urządzenia ruchome.
Podsumowanie
W hierarchii oświetleniowej, Trinity należą do zupełnie nowej kategorii miniaturowych urządzeń inteligentnych. Nawet w porównaniu z najsłabszymi głowicami zbudowanymi w oparciu o lampę wyładowczą, gabaryty i ciężar uległy drastycznemu zmniejszeniu. Pozwala to stosować lżejsze i poręczniejsze konstrukcje służące do podwieszania, co znacząco upraszcza logistykę. Można zatem przypuszczać, że dzięki Trinity, urządzenia inteligentne wkroczą tam, gdzie do tej pory nie były stosowane. Ustalona przez producenta cena czyni je osiągalnymi dla zespołów muzycznych, mobilnych DJ-ów i domów kultury. Oczywiście, tego typu sprzętowi nie powinno stawiać się wygórowanych wymagań, zatem nie oczekujmy, że przy jego pomocy zawojujemy lokalny rynek oświetleniowy. Bez wątpienia mamy tu do czynienia z produktem innowacyjnym, w którym nowoczesna technologia została zamknięta w bardzo poręcznej i praktycznej formie. Osiągnięta dzięki redukcji masy niewielka bezwładność projektora przełożyła się na dużą szybkość i płynność oraz zadowalającą precyzję działania mini-głowicy. Moim zdaniem, Trinity idąc z duchem czasu, przełamuje pewne stereotypy dotyczące gabarytów inteligentnych urządzeń świecących. Gdybyśmy przykładowo wyjęli element ruchomy (projektor) z łoża, przekonalibyśmy się, jak niewielki rozmiar mógłby mieć stacjonarny oświetlacz diodowy. Wystarczy spojrzeć na układ optyczny Trinity Wash, aby przekonać się, że przyzwoicie świecące urządzenie nie musi mieć rozmiarów reflektora PAR56. Mam nadzieję, że firma Revolution-Tech pójdzie tym tropem, wprowadzając na rynek kolejne urządzenia oparte na nowoczesnych diodach dużej mocy.
Autor artykułu:
Przemysław Waszkiewicz
Muzyka i Technologia
KOSZYK



